Ostatnie posty i wygrzebane artykuły przypomniały mi dlaczego sięgnęłam do Silvy i medytacji.
Kobiecość!
Coś co zagubiłam wiele lat temu.
Teraz czuje się i nawet wyglądam jak babo-chłop.
Na siłę chce udowadniać, że dam radę, że mężczyzna mi nie potrzebny, że to tylko dodatek do prokreacji, lecz nie tędy droga, ale skąd mogłam to wiedzieć wynosząc takie właśnie wzorce z domu?
Widzę wyraźnie jak moje ciało reaguje na tą sytuację, jak chce się oczyścić, wyzbyć wszystkich tych cech.
Czas wrócić do bycia kobietą, bycia sobą, czas katharsis.