środa, 30 marca 2016

Pierwsze leczenie w laboratorium.

Ostatnie kilka dni był bezSilvowe ze względu na wyjazd i brak możliwości ukrycia się przed domownikami:) ale od dzisiaj znów zaczynam.

W piątek bardzo mocno pracowałam w laboratorium całe 30 min poświęciłam na 2 osobach i jeszcze wieczorem 15 min dla pewności ;)
Mam dwie osoby którym bardzo chciałam pomóc - koleżanka w początkowej ciąży z zatorowością płucną (leży w szpitalu pod heparyną i walczy o swoje i maluszka życie) oraz córeczka tu sprawa nie jest taka oczywista, ale ze względu na wiele komentarzy, że może ma problemy z hormonami wzrostu też postanowiłam zawalczyć.

Koleżance ostro przeczyściłąm zatkane tętnice, co dziwne patrząc na nią widziałam po jednej stronie więcej błyszczących punktów (potem okazało się, że tam miała większą zatorowość). Pozbyłam się tych świecących punktów, potem dałam jej jeszcze specjalne pastylki rozpuszczające skrzepy i dodające wigoru i siły.

Córeczkę zamknęłam w kapsule "wzrostu", tam dałam jej chrupeczki dzięki którym będzie rosła, dodatkowo wstawiłam tam ekran na którym puszczam jej same edukacyjne programy i dodatkowo edukuje się ;)


Sobota, niedziela, poniedziałek i wtorek bez medytacji.

I co?

Wczoraj rozmawiałam z koleżanką i dowiedziałam się, że w piątek okropnie się czuła, myślała, że jej się pogarsza ale przeszło i w sobotę odżyła, obecnie czuje się świetnie a lekarz prowadzący przeciera oczy ze zdumienia, że tak szybko dochodzi do siebie.

Córeczka - dzisiaj postanowiłam ją zmierzyć i w zależności od tego jak stanie jest 0,5-1 cm więcej.
Poprzednio mierzyłam ją kilkanaście razy i cały czas cyfra była ta sama, dzisiaj tez długo stałyśmy pod ścianą bo nie mogłam uwierzyć.



Chcę wierzyć, że pomogłam w tych sprawach. Nad córeczką jeszcze troszkę popracuję, a koleżankę będę dalej wspierać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz